Cześć!
Może najpierw przydałoby się wytłumaczyć skąd się tu wzięliśmy, więc tak- pomysł na bloga wpadł ot tak, nie było w tym jakiegoś wielkiego zamysłu, powstał i tyle. Nie będę owijać w bawełnę- przejdźmy to konkretów, czyli pierwszego postu.
Wiecie lub nie, że Welw ma dość nieprzyjemny problem z samcami, nie ukrywam tego, kto śledzi nas na fanpage'u ten wie. Problem polega na nietolerancji, agresji, a przynajmniej tak mi się do wczoraj zdawało. Właśnie, dlaczego do dnia wczorajszego? Około 16 spotkaliśmy się z Luizą, Mandy, Ceri, Gru i szelcikiem Gonzo. Początkowo lab wyrywał się do Gonzo, chciał na niego wskakiwać, ale nie warczał, nie pokazywał zębów- to chyba było to, co najbardziej mnie zdziwiło, zachowywał się troszkę inaczej niż w domu. Ustaliłyśmy wcześniej z Luizą, że ze względu na okropną pogodę posiedzimy tylko w mieszkaniu, wypijemy ciepłą herbatę i porozmawiamy, ale zamysł lekko się zmienił- było w miarę ciepło, dogadałyśmy się, wzięłam psa i wsiadłam w autobus. Kiedy już weszłyśmy do domu, Welw miał kaganiec, był na smyczy, w pokoju nie zauważył nawet Gru siedzącego w klatce, za moment został wypuszczony, lab nie warknął, nie rzucił się z kłami- sukces! To co stało się później chyba zapamiętam do końca życia. Tutaj muszę bardzo podziękować Luizie, bo to ona ogarniała
 |
| fot. Luiza Prykowska |
chłopców, którzy oboje czuli się jak "młodzi bogowie", po kilku minutach odpięłam smycz, nie było przeciwwskazań, byłyśmy we dwie, a labisz nadal miał kaganiec. Trzeba było ich trochę kontrolować- tłumaczyć, co jest dobre, a co złe. Później było tylko lepiej, dwa ekspresyjne samce, bez kagańców, bez smyczy dogadywały się, nie było żadnych ataków, ale pomimo to nadal trzeba było ich pilnować i uspokajać w pewnych momentach, była chwila podniesionych emocji, wtedy atmosfera między psami stała się troszkę nerwowa, opanowana, i wszystko wróciło do normy. Dalej wyszłyśmy na spacer, psy szły na smyczach, po dojściu oba zostały spuszczone, Welwi'emu założyłam kaganiec, po krótkiej chwili mogłam go zdjąć,bo chłopcy się dogadywali i myślę, że śmiało mogę powiedzieć- BAWILI SIĘ! To chyba nasz największy sukces do tej pory, wcześniej myślałam, że nigdy nie dojdzie do tego, aby Welw był chociażby opanowany przy innym samcu. Teraz wiem m.in. to, że w dużej mierze to też moja wina, nie ufam mu na tyle ile powinnam, ale dzięki Luizie rozumiem na co mogę mu pozwolić, a co i jak korygować, myślę, że to będzie świetny początek czegoś... nowego, innego- LEPSZEGO. W końcu ktoś wytłumaczył mi, iż mój pies nie jest agresywny, aczkolwiek źle kierowany, dopiero dziś, po nocy wszystko zaczyna do mnie docierać, jestem mega dumna z Welwa, z jego zachowania. Dziś z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wiem co robić, aby mój pies miał lepsze kontakty z samcami. Poniżej wrzucam wspólną fotkę, nie był to jeden moment spokoju, o nie.
 |
Welw & Gru
Pozdrawiamy Julka & Welwi. |
Powodzenia w blogowaniu! :)
OdpowiedzUsuńhttp://swiatwedlugterrora-enzo.blogspot.com/
No chłopaki są spoko :) wpis mnie wzruszył, nie ukrywam :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia w pisaniu! :)
Cieszy mnie, że u Was takie postępy.Trzymam kciuki,żebyś zawsze wiedziała co robić.
OdpowiedzUsuńPozdrawiamy :)
W końcu blog :D Jak wszyscy to i wy :D
OdpowiedzUsuńWitamy na blogerze :D
OdpowiedzUsuńojaacie! gratulujemy! <3
OdpowiedzUsuń